Wspominałam już kiedyś, że udało mi się poskromić mój szalejący konsumpcjonizm. Na nowe trendy, inspiracje, gadżety must have patrzę z przymrużeniem oka. Egzystujemy całkiem dobrze bez super maty piankowej, dziecięcego teepee i innych wynalazków niezbędnych ponoć w rozwoju dzieci. Dlaczego więc uwierzyłam, że bez pchacza nie przeżyjemy?
Nasze małe cygańskie dziecko, które przemierza z nami od urodzenia setki kilometrów. Posiada trzy pokoiki, trzy wanienki, trzy komody na ubranka (!!!), dwa łóżeczka…i ani jednego pościelowego kompletu! A dlaczego. Na początku była za mała. Wiadomo. Noworodek pod kołdrą, no nie bardzo. Poza tym często spała ze mną. Następnie na wiele miesięcy zapałała miłością bezwzględną do otulacza. Nakrywanie było zbędne. A później przyszło lato i noce gorące i jedyne co czasami zdawało rezultat to nakrycie cieniutką flanelką.
To nieprawdopodobne, że wszystko wydarzy się już za kilka dni! Czuję się trochę jak przed egzaminem, do którego nie jestem w 100% przygotowana. Czuję, że trochę nie ogarniam chyba. I wyjątkowo dobre samopoczucie, kompletny brak stresu i paniki – tego naprawdę się nie spodziewałam. Odwrotu już nie ma. Po kościach się nie rozejdzie 😉 Nie mogę się doczekać. Jesteśmy gotowi.



