Mam w szkicach 3 rozpoczęte teksty, w których dziergam każdego wieczoru po zdań kilka. O tym, że lato i książki czekają. O planach, marzeniach, o piasku co oblepia mokre od słonej wody łydki. Zaczęłam kilka tygodni temu i wiem, że żadnego z nich nie skończę. Bo każdy zawiera motyw sprawczości. Jestem kowalem własnego losu. Co wykuję to moje. Ale już w to nie wierzę.
Są takie dni, które jak krople trzeźwiące przywracają ostrość widzenia. Są takie dni, które wywlekają skrzętnie w głowie schowane pytania i lęki. W poniedziałek myślałam, że wydarzyło się już wszystko. W czwartek, że limit tragicznych wieści wyczerpał się już zupełnie. Piątek zwalił mi głaz na plecy.
I wszystko stało się nieistotne. Tak boleśnie zupełnie nieistotne.
I próżne, błahe, śmieszne, fasadowe. Cały shit i lans, którym karmimy się na co dzień.
Wszystko. Stało. Się. Nieistotne.
Pozostał tylko strach. I złość. I niezrozumienie.
Niezrozumienie, bo śmierć jest czymś skrajnie absurdalnym.
Nie zabiera się od tak TAKICH ludzi.
Nie rozumiem.
NIE ROZUMIEM!
Annuszko, ty cholerna gapo!
Dlaczego, nie byłaś ostrożniejsza!
M [`]
W [`]
Nice [`]
*Annuszka rozlała olej (cyt.) – Mistrz i Małgorzata, Bułhakow.





5 komentarzy
🙁
Trzymaj się, Aga!
Nie wiem co Ci sie wydarzylo ale bardzo mi przykro. Trzymaj sie. Kasia stała czytelniczka.
Bardzo mi przykro, trzymaj sie! Monia
Bardzo smutny post, z jednej strony nie mówiący nic konkretnego, a z drugiej zdradzający tak wiele.. tak wiele emocji, smutnych niestety. Powodzenia i dużo siły życzymy..