O trudnej sztuce karmienia

9 kwietnia 2014

To, że w sieci toczy się nieustanna wymiana argumentów wyższości karmienia piersią nad karmieniem mm i odwrotnie, jest już pewną normą. Ale ostatnio trafiłam na wpis pewnej poczytnej ekologicznej blogerki, przekonującej, że mm to nic innego jak groźna bomba z opóźnionym zapłonem. Wpis mną zatrząsł i wywołał pewne wspomnienia. A to dlatego, że ze wszystkich okołoporodowych i około pielęgnacyjnych tematów, kp okazało się dla mnie kwestią najtrudniejszą.


Było to dla mnie tym większym szokiem, gdyż w moim pięknym scenariuszu takiego problemu nie uwzględniłam. Miało być łatwo jak natura chciała. Nie wchodząc w szczegóły, z powodu różnych okoliczności, Matylda nie miała możliwości wyrobić sobie odruchu ssania w pierwszych dobach życia. W związku z tym początki karmienia wspominam prawie jak koszmar. Zdenerwowanie, niepokój, mój płacz, jej płacz. Spadek wa

gi. Dokarmianie. Każda kolejna pora jedzenia przyprawiała mnie o silny stres. Matylda kompletnie nie chciała dać się przystawiać. Wiadomo, butelka wysiłku nie wymaga. Gdyby nie moja determinacja, o którą siebie nawet nie podejrzewałam, ale przede wszystkim ogromne, ogromne wsparcie położnych, jestem pewna że marzenie o kp nie miałoby szans się ziścić. Kluczem do sukcesu (oprócz techniki rzecz jasna) była cierpliwość, spokój, poświęcenie się całkowicie tylko tej chwili i tej małej istocie. I choć obecnie podczas karmienie potrafię zrobić całą prasówkę, to wciąż jest to najbardziej intymny moment dnia. Bez zbędnych świadków, bez hałasu, bez presji. Tak mi zostało i już. Doświadczenia te uświadomiły mi, że na karmienie piersią wpływ ma szereg nieprzewidywalnych czynników, choroby, kryzysy, alergie itd.itp.. I jeśli coś idzie nie tak, coś się psuć zaczyna, to bez profesjonalnej pomocy, bez realnego wsparcia, problemy te trudno pokonać samodzielnie. Ja miałam szczęście. Ale mój wyjątek potwierdza regułę, najczęściej fachowego wsparcia po prostu brak. I nie oszukujmy się, po wyjściu ze szpitala szybkie znalezienie dobrego doradcy laktacyjnego nie zawsze jest możliwe. A dziecko płacze głodne. Ja się pytam więc dlaczego w sieci, anonimowo, niektórym tak łatwo szufladkuje się mamy karmiące mm? Dlaczego prycha się z lekceważeniem na mamy podające mieszankę. Dlaczego kobieta kobiecie wilkiem? Przecież najczęściej za decyzją o podaniu mm stoi duży nierozwiązany problem.

My obecnie mamy zagwozdkę w drugą stronę. Co raz częściej zdarzają się sytuację, w których wygodnie byłoby nakarmić Matyldę butelką. Przed nami kilka dużych imprez rodzinnych, wyjazdów i nie uśmiecha mi się szukania ustronnych miejsc, aby nie gorszyć otoczenia golizną;) Tymczasem uparta dziewczyna nie akceptuje butelek. Dwoma już pogardziła. W tym tygodniu próbujemy z nowym nabytkiem, butlą Medelą Calma. Jeśli ona nie zdziała cudów, to już sama nie wiem co nam pomoże.

Tak córko, liczę na Twoją pełną współpracę!

 

Podobne wpisy

19 komentarzy

  • Reply Yduuu 9 kwietnia 2014 at 22:07

    Karmienie było dla mnie okropnym doświadczeniem. Podobnie jak u Was – spadek wagi, Pol płakała, a była mała jak kurczak, ja w stresie, obolała, poszyta, zmęczona. Zero pokarmu, stres, później skaza białkowa. Przyznam, że odetchnęłam kiedy przeszłyśmy na mlekozastępcze preparaty, wszystko jak ręką odjął.

    • Reply kasia_fd 10 kwietnia 2014 at 10:32

      jakoś się uodporniłam an całe to gadanie, porównywanie, ocenianie kobiet karmiących KP czy MM.
      Emilię karmiła miesiąc piersią, wspominam ten czas koszmarnie.

    • Reply Yduuu 10 kwietnia 2014 at 14:45

      Kaś mój stary uznał, że przez te 3 tygodnie zachowywałam się jak kompletna wariatka, jakbym oszalała w stresie, od karmienia do karmienia, nasłuchiwania czy ulewa, czy płacze, łzy, stres, uczulenie, skaza. Ból. Chociaż w szpitalu miałam super opiekę, pomoc laktacyjną po i pomoc położnej, nie dałam rady. Po pierwsze ze zmianą diety bez nabiału, po drugie jako matka karmicielka z ciągłym Polsonem, bo zgłodnieje. No i o dziwo moje dziecko na Nutra, a teraz Bebilonie Pepti nie choruje i chyba nie narzeka na brak bliskości. Niech każdy robi jak chce, amen.

    • Reply radoSHE 10 kwietnia 2014 at 20:07

      Dobrze prawicie. Amen.

  • Reply Pozytywna Mama 10 kwietnia 2014 at 08:11

    Też miałam na początku problemy z karmieniem. Najgorzej było w szpitalu, a spędziłam tam aż 4 dni, bo Franek spadł z wagi :/ Fachowych porad co do karmienia piersią w szpitalu nie dostałam, ale w domu jakoś wszystko samo się poukładało, zacisnęłam zęby i dałam radę. Patrząc na to z perspektywy czasu, to nie było tak jak mi wmawiali w szpitalu "ma Pani za mało pokarmu", bo pokarmu miałam bardzo dużo. Synek nie umiał się przysysać, czego efektem były poranione brodawki (przez 2 doby nie mogłam karmić go jedną piersią, bo była poraniona do krwi). Franek też nie umie pić z butli ale stwierdziłam, że skoro nie chce, nie będę mu wciskać. Świetnie radzi sobie już z obiadkiem, a mleko chce pić prosto z kubka 🙂 Spróbuję jeszcze z jakimś niekapkiem, może załapie 🙂

    • Reply radoSHE 10 kwietnia 2014 at 20:00

      No tak, bo w szpitalach więcej wiedzy wyniesie się z sielankowych plakatów mam kp, którymi oblepione są korytarze. I albo się uda przerobić to samodzielnie w domu, albo trzeba odpuścić. Pozdrawiam mamę z Hamburga, idę pooglądać Franka:)

    • Reply Pozytywna Mama 10 kwietnia 2014 at 20:56

      Co racja to racja 🙂
      Franka póki co nie będzie, ale Hamburg można pooglądać, a raczej jego marną część 🙂 Zapraszam i pozdrawiam 🙂

  • Reply Deszczowa Mia 10 kwietnia 2014 at 08:49

    Nie chcę straszyć, ale moje dziecko z żadnej butli nie chciało pić ani żadnego smoczka nie akceptowała i tak jej zostało. Piła z łyżeczki, co było koszmarem kiedy nie mogłam jej karmic przez parę dni piersią. Na szczęście jak miała 6 miesiecy zaskoczyła z rurką i tak jej sie pije najlepiej do teraz.

    • Reply radoSHE 10 kwietnia 2014 at 20:01

      No to mnie pocieszyłaś;) Dzięki:)

    • Reply Deszczowa Mia 11 kwietnia 2014 at 17:08

      Nikt nie mówił, że będzie łatwo 😀
      Ale warto próbować i może się uda 😀

  • Reply Ruby Soho 10 kwietnia 2014 at 12:54

    och, jaka piękna dziewczynka! my od początku staramy się butlę przynajmniej raz w tygodniu dawać, właśnie po to by się przyzwyczaiła (tommee tippee, ma fajny anatomiczny kształt). Co do karmienia to masz absolutną rację. Ja wprawdzie nie miałam problemów z karmieniem dzieciaków, ale zdaję sobie sprawę, że to nie zawsze jest łatwe, lekkie i przyjemne i nie mam pojęcia skąd tyle agresji między matkami w sieci, gdy tylko pojawia się ten temat. Ważne by dziecko było kochane i szczęśliwe i najedzone :)))

    • Reply radoSHE 10 kwietnia 2014 at 20:05

      Ale Ty jesteś zaradna mama. Mi to nawet do głowy nie przyszło:) Kładę to na karb żółtodziobctwa mojego.

  • Reply Dominika Zdrojewska 10 kwietnia 2014 at 17:26

    Moja Małgosia (5m) też nie chciała butli, ale podawałam co dziennie a to z soczkiem, a to z herbatką, na początku tylko sobie ją pogryzała i się nią bawiła aż pewnego razu załapała i dzisiaj mamy i pierś i butle 🙂
    Mamy Medela Calma i leży zakurzona, ostatnio użyłam jej bo nie chciało mi się myć tej której używamy i jakoś poszło 🙂 Z tej butli żeby coś poleciało dziecko musi porządnie się nassać. U nas najlepiej sprawdziła się Lovi ( dr Browns też odpadł) Ale wiadomo że każdemu dziecku co innego pasuje 😉
    Co do MM masz racje. Dla mnie najważniejsze jest żeby dziecko było szczęśliwe i najedzone a mama spokojna o zdrowie malca i zrelaksowana.
    Powodzenia !

    • Reply radoSHE 10 kwietnia 2014 at 20:07

      Otóż to! Dziękuję!

  • Reply Ola Wiecha 10 kwietnia 2014 at 23:17

    Świetny tekst, tak masz rację, wsparcie przy pierwszych chwilach karmienia jest bardzo ważna. Ale również nasza cierpliwość i chęci. Moja Natalka ma w czerwcu 3 lata i nadal karmimy się piersią, butelki nigdy nie chciała, więc do niczego nie zmuszałam, mleka modyfikowanego nie zna. Dobrze nam z tym. Podobnie było z Emilką, ale krócej ją karmiłam 😉

  • Reply bunio 11 kwietnia 2014 at 14:35

    My również karmimy piersią ale wiem podobnie jak Ty ile to wysiłku kosztuje. Bo o ile młody załapał od razu o co kaman to po 7 miesiącach karmienia piersia muszę stwierdzić, że nie zawsze jest łatwo. Butelki tez praktycznie żadnej nie akceptuje, od niedawna zaczął pić co innego niż cyc. Niestety i nocki mamy 'częstopobudkowe' bo wiadomo, ze nie nasyci jak butla mm. Szufladkowanie jest naprawdę egoistyczne i bardzo nie na miejscu z każdej pozycji, zarówno karmiącej mm, jak i piersią. Niemniej powodzenia przy następnym podejściu butelkowym:-)

  • Reply G. 4 maja 2014 at 09:32

    Skąd ja to znam… Karmienie piersią to ciężki kawałek chleba. Szkoda, że w tych wszystkich książkach i folderach okraszonych zdjęciami idealnych noworodków idealnie ssących idealne brodawki nie ma o tym mowy. Mi też wydawało się, że to łatwizna, dopóki nie trzeba było teorię zamienić w praktykę.

  • Reply Ela 13 listopada 2014 at 13:34

    Karmienie piersią to musi być niesamowite uczucie, choć – jak słyszałam – niekoniecznie jest to przyjemne, przynajmniej na początku. Za to spełnia szczególną rolę w rozwoju maleństwa. Ja niestety nie mogę karmić piersią, ponieważ okazało się, że mój maluszek ma alergię na białko pokarmowe 🙁 Od jakiegoś czasu jednak stosujemy bebilon pepti 2 i całe szczęście póki co sprawdza się i jest ok. Chyba załamałabym się, gdyby było coś nie tak. Życzę powodzenia wszystkim mamom karmiącym – zarówno piersią, jak i zastępczymi preparatami 🙂

  • Reply radoSHE…mamy już rok! | Radoshe 3 września 2015 at 11:43

    […] O trudnej sztuce karmienia […]

  • Odpowiedz