Weekend zaczął się smutnawo. Mieliśmy być właśnie w trasie nad morze. Mieliśmy pokazać Matyldzie Bałtyk, plaże. Mieliśmy wygrzewać się na słońcu, robić długie spacery i jeść pyszne ryby. Tymczasem…
Tymczasem nagłe załamanie pogody na Pomorzu zatrzymało nas w domu. Dosłownie w domu, bo tu też leje i leje… ale…to był tak strasznie dobry dzień. Ostatnio w każdy weekend narzucamy sobie kierat: gdzie jechać, co zwiedzić, co zobaczyć. Wyciskamy każdą godzinę wspólnego czasu. Jestem zła jak coś nie idzie zgodnie z planem. A dzisiaj nic nas nie goni, nic nie musimy, rozkoszujemy się sobą i tym deszczem, co kazał nam zastopować. Pół dnia spędzamy na podłodze. Śpiewamy z youtubem Rojka, Mozila, Nosowską. A Ty nasza Matyldko zaśmiewasz się w głos. Wymyśliliśmy Ci nowe przezwisko. Od dzisiaj jesteś „Ptaśkiem”. Bo szeroko rozkładasz ręce w powietrzu, leżąc na brzuszku, gruchając przy tym, tak jak tylko Ty potrafisz. Myślisz chyba, że w ten sposób dolecisz do zabawki, która jest poza Twoim zasięgiem. To taki dzień, w którym zatrzymaliśmy się na chwilę, a szczęście klepie nas delikatnie po plecach. Doceniamy.
Tymczasem Matylda wkroczyła drugą połowę pierwszego roku swojego życia. W telegraficznym skrócie. Pierwsza połowa miesiąca była ciężka. Katar+gorączka+ząbkowanie. Wiele nieprzespanych nocy, pobudki co godzinę (!). Duże podróże, a co za tym idzie totalne rozregulowanie. Ale w domu wszystko wróciło do normy. Kilka naszych dużych sukcesów. Unormował nam się tryb dnia. Matylda zaczęła sypiać w dzień, w domu! (Do tej pory był tylko wózek na spacerze). A teraz mamy 2 stałe drzemki, trwające ok. 40-80 min. Yuuupijeea! W nocy budzi się zwykle raz (choć wyjątki są i to całkiem częste), jak z zegarkiem w ręku o 4.30. Później dosypiamy do 7-8 rano. Je trzy stałe posiłki (deser owocowy, zupka jarzynowa, kleik kukurydziany)+kp. Jedziemy z ekspozycją glutenu. Gryzie tym swoim jednym wykluwającym się zębem wszystko. Zwłaszcza mnie lubi i plastikową łyżeczkę podczas karmienia. Zaczęła spać na brzuchu, uwielbia to. W nocy matka stracholka przekłada ją na plecy. Przesadzam? Gada sylabami. Najczęściej ba-ba i ge-ge. Gada w ogóle bardzo dużo. Kręci się w kółko, pełza wstecz, chwyta się poręczy łóżeczka. Unosi biodra i podciąga kolana; myślę, że za chwilę ruszy do przodu. Rwie się do siadania, ale nie sadzamy. Eksploruje wszystko co w jej zasięgu i poza nim. Aaa, ja cmokam, a ona odcmokuje (zgapiłam naukę za Domi:))
Waga: ok 7,5 kg
Wzrost: ubranka 74 cm
Zęby: 1 sztuka


9 komentarzy
Zazdroszczę 1 pobudki w nocy. U nas ostatnio katastrofa… Po przyjeździe do Polski wszystko totalnie się rozregulowało :/
Matylda jest prześliczna 🙂
lubię te dni poza domem, wypełnione po brzegi atrakcjami, ale takie jak dziś w domu, pozwalają mi się wyciszyć, odpocząć 🙂
To Matylda w wieku mojego Leosia 🙂 Ale ja przy drugim maluchu przestałam patrzeć na zegar. Są pobudki ale o której wolę nie wiedzieć…
No to idę sobie pooglądać Leosia:) Jak zdarzają się nam pobudki w liczbie większej niż dwie w nocy to też chowam telefon, żeby się nie stresować:)
Odcmokuje Cii?? Awwww :))))
To ładnie poszła do przodu ! Mówiłam że niedługo się zacznie ! Super !!
Z wagą widzę że idą z Małgosią łeb w łeb, ona też miesiąc temu ważyła 7,5, już się martwiłam że tylko moja taka chudzina 😀
Super że ze spaniem już lepiej 🙂
A co do spania na brzuszku to ja niby wyluzowana ale też przekładam na plecki hihihi
Matki wariatki, dzisiaj jej nie przekładałam:) Eee. prawie 50 centyl to nie aż takie znów chudzinki:)Wiadomo, dziewczynki są drobniejsze. Pozdrawiamy:)
O jej, jaka kochana! 😉
Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂
cholera, a ja do Polsona cmokam, a Ona na mnie jak na debila, za to wkręt na ręce do góry ma. Śliczny ten Wasz Synek ;*
Hehe, Synka zaczęłam nawet w róż ubierać częściej, co niewiele zmienia sytuację;)Śliczny chłopczyk i już.