Pamiętam najtrudniejszy moment mojego macierzyństwa.
Trzy dni po narodzinach Matyldy. Siedziałam na korytarzu szpitala, tuż po rozmowie z neonatologiem. Oszołomiona hormonami, oszołomiona diagnozą, oszołomiona koniecznością pozostania w szpitalu przez kolejny tydzień. Pamiętam to dławienie w gardle. Wiedziałam, że jeśli będę musiała wypowiedzieć na głos chociaż jedno słowo to po prostu się rozlecę. I wtedy moja mama powiedziała mi coś w stylu: wszystko będzie dobrze, ale musisz oswoić się, że strach o dziecko będzie Ci już towarzyszył zawsze. Pomyślałam wtedy – ja pier*** nie dam rady, jeśli to ma tak wyglądać, to ja dziękuję. Autentycznie tak pomyślałam. Minęło dziewięć miesięcy i wiem jedno. Dam radę. Dam radę ze wszystkim. Gdyby kiedykolwiek była potrzeba konsultacji z kimś totalnie niedostępnym-wyciągnę takiego spod ziemi. Gdybym dla dobra mojego dziecka musiała podjąć się jakiegoś nieludzkiego wysiłku-zrobię to bez mrugnięcia okiem.
Patrzę na moje koleżanki. Jedna każdą noc spędza śpiąc na podłodze przy łóżeczku szpitalnym córeczki. Druga walczy jak lwica o każdą złotówkę potrzebną na rehabilitację swojego syna. Skąd w NAS/WAS kobietach tyle mocy. Tyle determinacji. To takie dziwne. Rodzi się dziecko a wraz ze strachem o nie, zyskujemy nieprawdopodobne wręcz pokłady siły. Na co dzień subtelne, przebojowe, delikatne, niepozorne, profesjonalne, wyluzowane, zwariowane. Takie różne. Ale gdy przychodzi moment rebeliantki z prawdziwego zdarzenia. Walczące do końca. I nie ma że się nie da. Że się nie uda. Że zmęczenie za duże. A kłody pod nogami. Będziemy szukać rozwiązania tak długo, aż je znajdziemy, aż uzyskamy pomoc.
Lubię na Was patrzeć, kobiety! Jesteście fenomenalnymi istotami.




18 komentarzy
Czytam Pani blog od początku. Jest dla mnie wielkim natchnieniem i skarbnica wielu mądrych rad i spostrzeżeń. Czerpie z niego dużo tym bardziej ze sama spodziewam się dziecka. A przepraszam ze pytam ale czy coś poważnego dolegalo Pani Córce? Bo na zdjęciach widać piękna dziewczynke- okaz zdrowia. Pozdrawiam. Marta M.
Bardzo mi miło! Dziękuję za komentarz! Nic aż tak bardzo poważnego-infekcja drog moczowych, chociaż przy noworodku nic nie jest błahe. Nie jadła, traciła na wadze, antybiotyk w kroplówce, więc byłam przerażona. Na szczęście obyło się bez komplikacji:)
O tak, miałam dokładnie tak samo. Choć wydaje mi się, że teraz ten strach jest nieco mniejszy, jakby oswojony. Ale pamiętam to, w szpitalu to ryczałam jak bóbr, nawet nie wiem do końca dlaczego. A swoją drogą rodziłaś w Krakowie? W którym szpitalu? Pozdrawiam 🙂
Otóż to. Potwór strach został oswojony. A rodziłam w Katowicach (na Raciborskiej):)
Hehe dokładnie 🙂 A widzisz bo ja rodziłam Franka w Krakowie w szpitalu Narutowicza 🙂
W pełni rozumiem i w pełni się zgadzam!
niestety, każde inne zachowanie, a u mnie zapala się żaróweczka i w głowie tysiące myśli, analiza przyczyna-skutek… mój mąż nazywa mnie panikarą, ale neisttey najczęściej czarnowidztwo się sprawdza i wtedy strach strachem, ale i złość, że coś się przeoczyło, nie dopilnowało, gdzie popełniłam błąd, jak mogłam zapobiec.
Zgadzam się. Tak naprawdę kobieta dowiaduje się, ile nosi w sobie siły, kiedy zostaje matką.
A to wszystko z nieziemskiej miłości 🙂
W pełni się zgadzam. U nas dzisiaj mija 8 m-cy. Nigdy wcześniej nie wiedziałam, że są we mnie takie siły i nigdy wcześniej nie potrafiłam tak walczyć z przeciwnościami.
piękny tekst, gratuluję
Ja do dziś nie wiem jak przeżyłam pierwszy rok Demolki skoro praktycznie nie spałam… Tylko matka tak da radę… supermoce mamy i tyle 🙂
Koleżanka kiedyś mi powiedziała: jak jesteś w ciąży to się denerwujesz bo usg, badania prenatalne i tak dalej. A jak ci się już urodzi… to będziesz się bała 24/7, NON STOP. Miała rację. Polka jest silną, dużą dziewczynką, a ja boję się zasnąć w pokoju obok. No i biorę ją o północy na ręce i przenoszę do naszego łóżka, gdzie dopiero spokojnie zasypiam mając ją obok siebie… może to przesada, ale tak ją kocham jak się o nią boję.
Mądrze napisane. Mamy są naprawdę dzielne! Pozwól że zachowam się wbrew blogowemu savoir vivre i przyspamuję tutaj, ale w sumie w temacie. Włączyłam się w akcję pomocy pewnej małej dziewczynce.. historia tak mnie wzruszyła, że nie mogę być obojętna.Jej mama pewnie też jest wspaniałą babeczką, która codziennie z wielką determinacją walczy o to, by uratować nóżki dziecka. Szczegóły tutaj: http://www.siepomaga.pl/f/zdazyczpomoca/c/1402 można pobrać bannery na bloga, by więcej osób dowiedziało się o akcji.
mam nadzieję, że to nie jest aż takie wielkie faux pas.. ale w sumie Twój tekst akurat był w temacie..:)
Absolutnie nie! Jutro się zapoznam z ta historia. Pozdrawiam:)
Fajne….ja czasami czuje, że mnie to przerasta, a ona się tuli do mnie i wiem że dam radę, nie wiem jak, ale dam <3
I nawet kiedy padam na twarz, dla Mati zrobie wszystko 🙂