Chociaż Matylda to wyjątkowy egzemplarz; jest cierpliwa, wyrozumiała, niepłaczliwa, niekolkowa, pogodna i słodka – to zdarzają się wieczory, gdy zachowania mojej córki nie rozumiem. A wszystko zaczęło się po ukończeniu trzeciego tygodnia życia. Po każdej wieczornej kąpieli i karmieniu w dziecko wstępują nowe niespożyte siły. (A w ilu mądrych książkach i gazetkach wyczytałam o kojącym i wyciszającym wpływie wieczornych rytuałów-nie zliczę). Matylda wierzga mocno wszystkimi swoimi kończynami, raz po raz uderzając się po twarzy, stęka, płacze, marudzi. Nie pomaga otulanie, lulanie, kołysanie i inne triki znane wtajemniczonym. A wszystko trwa kilka dobrych godzin.
Na szczęście dosyć szybko przypomniałam sobie o gadżecie odkrytym w sieci jeszcze na etapie kompletowania wyprawki. Przyznam, że już wtedy mnie zaintrygował, ale nie wydawał mi się niezbędny. Mowa o Woombie!
Ale jak to działa?
Woombie to nic innego, jak kawałek elastycznego materiału, otulający ściśle dziecko i sprawiający, że czuje się ono niemalże jak w macicy. Otulacz szczelnie spowija dziecko, nie uruchamiając przy tym jego ruchów. To zasadnicza przewaga nad standardowymi kocykami i tetrami, które również użytkowaliśmy w tym celu. Przyznam jednak, że mimo szeregu pozytywnych komentarzy innych rodziców, do jego skuteczności podchodziłam dosyć sceptycznie… Dziś, po kilku tygodniach użytkowania, wiem że były to jedne z najlepiej ulokowanych pieniędzy w Matyldowej wyprawce. (Edit: najlepiej!). Wieczorne usypianie dziecka za pomocą Woombie łączymy z metodą „5s” dr H. Karpa. (To temat rzeka na oddzielną notkę, tutaj dokładna instrukcja). W naszym przypadku jest to metoda absolutnie skuteczna. Matylda uspokaja się momentalnie (pakowana do otulacza już zaczyna ziewać), zasypia w ciągu max.5 min, a sen pomiędzy karmieniami wydłużył się z 1,5-3h do 4-5h…a w porywach i 6 godzin. A wszystkie znamy wagę dwóch godzin więcej snu.
Obsługa klienta na szóstkę z plusem!
Chciałam jeszcze wspomnieć o tzw. „serwisie” Woombie. Kontakt ze sprzedawcą nie kończy się w chwili wysłania paczki. Rodzice zachęcani są do aktywnego kontaktu i pytań w razie pojawienia się jakichkolwiek problemów. Ponieważ nasze pierwsze 2 tygodnie z Woombie nie były łatwe (Matylda wybudzała się po 10 minutach rozzłoszczona i poirytowana stanem otulenia), skorzystałam z tej możliwości i wylałam w mailu swoje żale. Następnego dnia zadzwonił do mnie Pan (!) Ambasador Woombie, który w bardzo sympatycznej rozmowie udzielił mi szeregu pomocnych i fachowych rad. Zadziałały!
[Aktualizacja]
Z perspektywy czasu
Matylda ma już prawie dwa lata, a ja wciąż dostaję maile z pytaniami o użytkowanie otulacza. Największy niepokój rodziców budzi możliwość uzależnienia od Woombie. Mi również nie były one obce. Obawiałam się, że skoro nasze dziecko tak polubiło zasypianie w tym wynalazku, trudno będzie się nam przestawić na bardziej tradycyjne formy. Gdy miała około 5/6 miesięcy i powoli zaczynała już wyrastać z otulacza drugiej kategorii wagowej, rozpoczęliśmy od-woombianie. Matylda budziła się już wtedy zwykle raz/dwa w nocy. Po karmieniu, które wypadało około godziny 4 nad ranem nie spowijałam jej z powrotem. Jak się okazało potrafiła zasnąć błyskawicznie i przespać tak do rana. Zachęcona tymi próbami, po kilku dniach przestałam zakładać Woombie w ogóle. I wiecie co? Nie było żadnej różnicy. Spała w tym samym trybie co w otulaczu.
W naszym przypadku okazał się prawdziwym strzałem w dziesiątkę i czystym sumieniem rekomenduję go dalej. Otulacz jest drogi, fakt. Jednak daję sobie rękę uciąć, że nie będziecie mieć żadnych problemów z jego sprzedażą w ciągle atrakcyjnej cenie. A jeśli jesteście zainteresowani zakupem nowego Woombie, zachęcam do użycia poniższego linku:)





14 komentarzy
Jak moja Lenka była malusia to nie było takich rzeczy.Ale faktycznie,szczelne owijanie dziecka przynosi dobre rezultaty.Ja używałam rożka,efekt-bardzo podobny;)
kurde szkoda,że wcześniej o tym nie wiedziałam;/ mój Anioł już za duży na otulacze 😉
Ten otulacz, ale w większym rozmiarze, może być używany do 6 miesiąca życia. Ale widzę, że Twój Anioł to już całkiem duży chłopak:)
chyba powinnam jakąś kartkę dziękczynną woombie wysłać bo to jest niesamowite jak dziecko zmienia swoje zachowania zmienia przez to.
a pamiętam jaki wielki był sceptyzm, gdy o tym cudzie usłyszałam 🙂
🙂
Ten jakiś cud, mieliśmy mother, ale Polson na każdym etapie była za mała, a później to już jawnie z nas kpiła i łapy wystawiała znajdując szparę. Zdawało mi się, że jej ślepia mówią "mam was frajerzy" będziecie mnie krępować. Z woombie już by matki nie deprecjonowała ;p
u nas też żadne mothercary i inne kocyki nie zdawały egzaminu. Kończyny zawsze znajdowały drogę na zewnątrz:)
My też otulamy Stasia w Woombie. Póki co maluch skończył 5 miesięcy i nie wyobrażam sobie zasypiania bez Woombie. U mnie było bardzo podobnie jak u Ciebie: przed porodem kompletowałam wyprawkę, kilkakrotnie przeczytałam książkę dr Karp'a i kupiłam Woombie. I początek użytkowania był koszmarny – malec nie chciał w Woombie spać, wkurzał się i irytował. Przestałam go wkładać do otulacza a w zamian ciasno zawijałam w kocyk. Potem znów przeprowadziłam próbę z Woombie i wszystko było OK. Gdy miał jakieś 1,5 miesiąca polubił Woombie i teraz zawsze w nim zasypia, także w ciągu dnia. Od 4 miesiąca zasypia ok. 20:30-21:00 i śpi do rana. Zasypia sam bez noszenia, lulania itp. Po prostu wkładam go do otulacza, przytulam, wycałowuję, daję smoka i mówię dobranoc. On wie, że czas spać i nie robi problemów. Oby tak było jak najdłużej. Gdy skończy 6 miesięcy zacznę uwalniać rączki bo póki co jeszcze nad nimi nie panuje i go wybudzają.
Niestety znajomi i rodzina nie rozumieją, że maluch może lubić spać w Woombie i że może w nim poruszać rączkami i nóżkami. Zawsze mówią, że to go krępuje i że lepiej by mu się spało bez tego. Tralala… Otulacz pozwala też swobodnie rozwijać się stawom biodrowym. Ja tam nie żAłuję zakupu i mąż, który był na początku sceptycznie nastawiony też nie żałuje i jest zadowolony 🙂 Pozdrawiam śliczną Matyldę i jej mamę 😉
O doskonale to rozumiem. Też byłam blisko rezygnacji:) Marzą mi się w całości przespane noce, ale na to muszę jeszcze trochę poczekać, chociaż mam nadzieję, że kiedyś będzie jak u Ciebie:) Od początku Twój syn zasypiał w otulaczu sam bez kołysania czy to przyszło z czasem?
Tak, pierwsze zetknięcie osób postronnych z tego typem otulacza wywołuje mały szok i różne komentarze:)
Pozdrawiam serdecznie!
Już niedługo i prześpisz z małą całą noc 🙂 Staś zasypia sam od ok. 2 miesięcy. W pewnym momencie przestałam go nosić na rękach przed snem bo zrobił się za ciężki 😉 Poza tym bałam się co będzie za kilka miesięcy gdy będzie ważył jeszcze więcej (póki co to 7 kg). Zaczęłam siadać na łóżku i tak włożonego do woombie uspokajać przed snem i jakoś samo tak wyszło. Pomogła też "główka jak galareta" – przy tym to oczy mu same się zamykały 😀 Wpadł już w rytm dnia i rytuał wieczornego zasypiania i po prostu wie, że po kąpieli czas spać. Czasem jak ma problemy ze snem to mąż go bierze na ręce i tak mocno do siebie przytula i bardzo szybko odpływa.
U nas rożek+ flanelka i pacyfikacja udana 🙂 Obecnie (2mc) w sumie już nie mamy aż takiego problemu z tym uderzaniem się po twarzy. Chibi w sumie chętniej pcha łapki do buzi (bynajmniej się stara) i już jej nie pacyfikuje tak często.
Choć był moment, że na Woombi tez się zastanawiałam, ale teraz to już chyba będzie strata pieniędzy :/
5SS sprawdziła sie u nas w okresie noworodkowym 🙂
[…] tym często spała ze mną. Następnie na wiele miesięcy zapałała miłością bezwzględną do otulacza. Nakrywanie było zbędne. A później przyszło lato i noce gorące i jedyne co czasami zdawało […]
[…] jak najbardziej, ale spróbuj mnie tylko gdzieś odłożyć! Ratujemy się otulaczem (dzięki Ci Woombie!) i jakoś przesypiamy noce. Ponadto Matylda stała się bardzo zainteresowana światem. Noś mnie, […]
[…] twoich piesków małych dwa, weź mnie nie wkurzaj, na ręce już! Wtedy kapitulujemy i sięgamy do 5s, co odczuwam jako pewnego rodzaju porażkę, że nie umiem dziecka inaczej uspokoić. I zła […]