Udało się! Rzutem na taśmę wyszarpiemy latu ostatnie dni lata. To dobrze, ostatnie miesiące takie chaotyczne i takie porozrywane były. Wiecznie gdzieś się śpieszymy. Ale gdy w napiętych grafikach pojawiła się luka, decyzja mogła być tylko jedna. Jedziemy! Co prawda kompletnie nie mam głowy do kolejnego prania, prasowania, pakowania. Ale mam plan jak zabrać z sobą wspomnienia, które będą nas grzały już za tygodni kilka.
Co za absurdalne pytanie – powiecie. A jakie korzyści z upału mogą być. Człowiek chodzi zmęczony, sfrustrowany i spocony 24/h na dobę. Ziemia popękana i spalona słońcem. Woda w basenie 25 stopni, gdzie tu u jakiejś uldze mówić. Na plaży z dostępem do morza się nie rozłożysz, bo parawaning. Klimatyzacja w biurze (o ile jest) dyszy ostatkiem sił. A jakby tego było mało to jeszcze IKEĘ pozamykali!
Ogarnęła mnie w tym tygodniu kompletna niemoc. Twórcza, życiowa, intelektualna, emocjonalna, fizyczna A nawet ta hamletowska. Każda! Niemoc odwrotnie proporcjonalna do niemocy mojego dziecka, a jak wiecie to nigdy ze sobą dobrze nie współgra. I mimo, że to miejsce w założeniu nie do tego ma służyć, dziś wyrzucę światu co mi na wątrobie siedzi. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi – jak śpiewa Jerzy Stuhr!
Podejrzewam, że już nigdy na spacerze nie przeczytam żadnej książki. Z gazetą będzie ciężko, a i ulotki mogę sobie darować. Teraz jest właśnie tak. W biegu. I w ciągłych zmianach kierunku. I choć czasem (często) przygryzam ze zniecierpliwienia wargę…cóż, prawie zaczęłam to lubić. Matiku, kocham Cię do szaleństwa!
Sezon na kleszcze ruszył pełną parą. Naiwnie sądziłam, że nam spotkanie z tym wyjątkowo niemiłym pajęczakiem w życiu się nie przytrafi. Zupełnie nie wiem skąd takie przeświadczenie. Stało się inaczej, a ja musiałam przejść szybki proces dokształcenia, bo wstyd przyznać, moja wiedza w powyższym temacie była niemalże mizerna. A wystarczy kilka prostych rad wdrożyć, aby bez ograniczeń (niemal) cieszyć się z wiosny, pikników, pieszych wycieczek i kwiatów zbieranych na polnej łące.
Ostatni raz w tym miesiącu wyciągam ogromną lotniczą walizkę. Ostatni raz zastanawiam się ile wziąć pajaców do spania, ile sweterków, koszulek i spodni. W rezultacie i tak spakuję całą szafę. Jakie zabawki, które książeczki i do czego duplo włożyć. Dać się zwariować i parowar pakować, czy raczej zawczasu w czoło się postukać. I jeszcze to łóżeczko nieszczęsne. Ile razy rozkładane i składane w kwietniu – nie zliczę. Ale, to już ostatni, ostatni, raz w tym miesiącu. Bo w kwietniu działo się dużo. A w maju…W maju to my wreszcie odpoczniemy!
Jedno z praw Murphiego brzmi: „wszystko wali się naraz„. Ileż w tym prawdy! Wyobraź sobie, że pewnego pięknego sobotniego poranka umiera Wasz komputer. Straszne, prawda? A teraz wyobraź sobie, że wieczorem tego samego dnia na emeryturę idzie Wasz telefon (to nic, że trzymiesięczny!). W domu akurat brak sprzętów zastępczych. Nagle stajesz się offline. Totalnie offline. Czujesz ten zbliżający się atak paniki? Serce kołacze bez opamiętania, brak tchu prawie obezwładnia, a w głowie tylko jedna myśl: jak TERAZ żyć?
Jak to jest z tym mózgiem ?
8 lutego 2015Tak sobie siedzę i dumam nad tym iście filozoficznym pytaniem. I sama nie wiem. Bo że w ciąży mózg się kurczy, to fakt niepodważalny jest. Amnezje się zdarzają, samochód prowadzić gorzej, koncentracja i refleks poniżej średniej. Ja to wszystko wiem z własnego doświadczenia. Ale problem inny jest! Bo trzynaście miesięcy w ciąży już nie jestem, a ten jakby dalej do formy nie wrócił. Help!









