Miało być jak zwykle, po staremu, po utartych ścieżkach. Piekarnia (rogal czekoladowy), park, ławka, książka, sklep, dom. I co dzień mijany z boku plac zabaw. Zawsze wypełniony po brzegi, z kolejkami jak za PRL. Nigdy nie było nam po drodze. Za malutka przecież jesteś. Na pełzanie w piasku też chyba za wcześnie. Do huśtawek sznur dzieciaków, zanim Cię tam wsadzę, już trzeba będzie schodzić. Ale spać nie chciałaś, na koc za zimno, rozrywkę trzeba zorganizować. A plac zabaw pusty. Jesień odstraszyła?
Pamiętam, każdy Twój pierwszy raz. Ten również, chociaż od kilku dni powtarzany codziennie. Pisk szczęścia, najszerszy uśmiech Twój, oczy takie ufne i bez strachu, a przecież to pierwszy raz. Wspólnie odkrywamy świat. Ty po raz pierwszy a ja na nowo. To jedna z tych rzeczy, którą lubię w macierzyństwie najbardziej. Przypomina mi czym jest beztroska i niespętana niczym czysta radość. Każdym nowym wydarzeniem w Twoim życiu żyję przez pół dnia. No świra mam, przyznaję. Ale pocieszam się, że wszystkie mamy go mamy. A w takich chwilach nawet te myśli, które biją się ostatnio w mojej głowie, łomocą jakby trochę ciszej.
8 komentarzy
Chyba to mają rodzinne bo Borys tez uwielbia huśtawki 🙂 mamy identyczna na naszym placu zabaw. Pozdrawiamy ciepło i przesyłamy mnóstwo buziakow! Matylda jest śliczna! Kinga 🙂
Kinga, to chyba ta góralska krew. Po prostu lubią konkretne wysokości:) Pozdrawiamy Was gorąco!
Urocza 🙂 Pięknie piszesz 🙂
scrolluję zdjęcia Matyldy z góry na dół, z dołu na górę! A Hela na moich kolanach śmieje się, piszczy z radości i wpatruje w Twą córeczkę z zachwytem :)))
Ostatnie the best ! Love huśtawkowe i Matyldowe :*
Ale ślicznie jej z tymi dolnymi jedynkami heheh 🙂
Już się nie mogę doczekać aż Laurze wyjdą … serio 🙂
Śliczna dziewczynka, i pięknie jej w fuksji 🙂
My kupiliśmy huśtawkę do domu, Matylda z niej nie schodziła, całymi dniami wołała: "buuuuu" – doszło do tego, że huśtawkę chowałam :-p
Fuksja idealna 🙂