W miniony piątek brałam udział w warsztatach fotografii dziecięcej organizowanych przez markę Olympus. Jako totalny ignorant fotograficzny (ale z aspiracjami), muszę przyznać, że na lepszy event trafić nie mogłam. Wyszłam z głową pełną praktycznej wiedzy, dobrze spędziłam czas i zjadłam najlepszą tartę marchewkową ever.
Do wzięcia udziału w wydarzeniu przekonał mnie fakt, że na ostatnie urodziny dostałam aparat, właśnie marki Olympus. W internecie same ochy i achy na temat mojego sprzętu, a ja się trochę frustrowałam, że nie mogę z niego wycisnąć tego co najlepsze. Mozolnie studiowałam 120-stronnicową instrukcję obsługi, ale wiadomo, z niemowlakiem dłuższe chwile skupienia to rarytas. Tak więc z instrukcji niewiele się nauczyłam i najczęściej kończyłam na automacie.
Warsztaty odbyły się w kawiarni KredkaKafe. Całe szczęście, że termin zbiegł się z odwiedzinami mojej mamy, której oddelegowałam Matyldę, aby móc się kształcić spokojnie i bez nerw. Całość prowadziło bardzo sympatyczne fotograficzne rodzeństwo-Diana i Rafał, których prace można podejrzeć tutaj. Ponadto polecam przepiękne zdjęcia dzieci Rafała na blogu Lena&Kuba.
Pstrykaliśmy aparatami Olympus PEN, do wypróbowania mieliśmy całą gamę obiektywów i akcesoriów. Cóż o samym sprzęcie? Poręczny i wygodny, ujmujący retro design i jakość zdjęć na poziomie zaawansowanych lustrzanek cyfrowych.

I czego się dowiedziałam? A na przykład tego, że najważniejsze to posiadanie własnego niepowtarzalnego i spójnego stylu, który będzie nas wyróżniał na tle innych. Zapoznaliśmy się z dorobkiem trzech znanych i bardzo charakterystycznych fotografów dziecięcych (Sally Mann, Elena Shumilova, Anne Geddes). Jasne, wzorce to praktycznie niedoścignione, ale należy pamiętać, że za tymi zdjęciami stoi obłędnie drogi sprzęt, spece od obróbki i profesjonalne rozbudowane sesje.
Co do aktualnych trendów w sprzęcie fotograficznym: minimalizm. Powoli (aczkolwiek jeszcze długa droga) wielkie lustrzanki z długimi obiektywami odchodzą do lamusa. Na rynku pojawiają się zgrabne, niewielkie aparaty o parametrach nie odbiegających, a często przewyższających lustrzankowych liderów. Nie wiem. Nie znam się. Ale przemawia do mnie ta teza:)



I wreszcie, co najważniejsze. Ktoś wreszcie wyłożył mi kawę na ławę o co chodzi z tym całym światłem, przysłonami, ISO, balansem bieli itp. Proszę się nie śmiać, pisałam, że jestem laikiem w tym temacie:) Kolejna część szkolenia to kadrowanie i kompozycja. A później przyszedł czas na zajęcia praktyczne w terenie. Z dzieciakami rzecz jasna.



No i kilka ujęć Matyldy. Jako, że była jedynym niechodzącym dzieckiem, zawsze ktoś pełnić musiał funkcję statywu, coby ją dobrze wyeksponować.








Oczywiście 4,5 godziny nie zrobiły ze mnie profesjonalnego fotografa, no ale każda droga zaczyna się od pierwszego kroku. Grunt to mieć cierpliwy i wyrozumiały obiekt ćwiczeń i jakie szczęście, że taki egzemplarz mi się trafił:)
8 komentarzy
oj chciałabym na takie warsztaty.. mam przyzwoity aparat.. chociaż bez szału, ale nie znam się zupełnie, cykam na automacie, zmieniam tylko iso albo jakieś ustawienia tematyczne dla ignorantów, w takie bardziej zaawansowane to nawet nie wchodzę.. a chciałabym! Zawsze widziałam świat w kadrach, uwielbiam zdjęcia. ale leń we mnie siedzi i dalej robię takie sobie nieprofesjonalne foty.
Tak, tak…bardzo nieprofesjonalne foty robisz;)
Słyszałam o tych warsztatach, ale niestety brak czasu mnie zdyskwalifikował… A chciałabym nauczyć się robić chociaż w miarę przyzwoite zdjęcia 🙂
Zazdroszczę tych warsztatów! 🙂
Odezwała się autorka najpiękniejszych zdjęć w sieci:)
Super !
Ja pykam fotki tylko iphonem, marzy mi się jakiś normalny, całkiem dobry aparat ! Bo wystrzałowy też nie musi być, ważne żeby jakiś był 🙂
Ha! A ja z kolei marzę o dobrym aparacie w telefonie, bo mam jakieś straszne badziewie, a wiadomo nie zawsze mam przy sobie normalny sprzęt. Ale muszę poczekać jeszcze kilka miesięcy:)
Miałam być na warsztatach w maju we Wroclawiu ale nijak czasu nie potrafilismy wygospodarować…teraz widzę, że jest czego żałować 🙂