Podobno są tacy, którzy prawej strony Wisły nie opuszczają nigdy. To takie miasto w mieście. Sklepy są, przychodnie, parki, szkoły i urzędy także. Nieruchomości – luksusowe i komfortowe, często dużo tańsze, niż te w Śródmieściu. Korki również nieporównywalne. Jeśli się jeszcze pracę po tej stronie rzeki znajdzie, to już w ogóle całkiem komfortowo można się urządzić. Praga się rozwija. Otwiera na nowych mieszkańców. Kusi. Ale gdy mowa o sercu dzielnicy – Starej Pradze – zachwytów jakby mniej…
Kiedy ponad rok temu przeprowadziłam się do Warszawy, byłam, delikatnie rzec ujmując… skołowana. Przede wszystkim odległością i tęsknotą za ludźmi i miejscami, z którymi na co dzień jestem mocno związana. Niby kontakt z bliskimi i znajomymi nie był wcale rzadszy…ale perspektywa dzielących kilometrów robi swoje. Moja rodzina jest naprawdę cudowna, ale umówmy się, po kilku tygodniach ma się ochotę pogadać z kimś, kto nie jest tylko Twoim mężem czy dzieckiem. Albo listonoszem, kurierem i panem z ochrony.
Z tą Warszawą to nie jest prosta sprawa. No nie oszukujmy się. Nie jest ani spektakularnie piękna, ani zachwycająca. Ale mam do niej osobisty sentyment, bo przypomina trochę inne bliskie mojemu sercu miasto. Podobieństwa upatruję w tym, że jest ona tak samo … nieoczywista. A żeby pokochać, trzeba poznać. Miłością jeszcze nie pałam i pałać pewnie nie będę. Ale lubić, lubię coraz bardziej. Dlaczego? Chodźcie z nami na spacer widziany obiektywem…mojego telefonu.
Z dniem kiedy słońce na stałe wpisało się w obecną aurę, prześcigamy się w pomysłach kreatywnego wykorzystania weekendów. Żaden dzień nie może się zmarnować! Tym razem niemal z dumy pękliśmy, bo siebie samych genialnością myśli naszej zaskoczyliśmy! Idziemy do ZOO! I wszystko byłoby piękne, gdyby nie to, że było po prostu…smutne.
Są takie chwile (przyznaję, dosyć rzadkie), że ze wzmożoną chęcią potrzebujemy pobyć trochę bez dziecka. Wyjść gdzieś na kilka godzin. Nie martwić się, że komuś za zimno, za ciepło, że pora drzemki i pora jedzenia. Odlepić się na chwilę od ramy wózka, która czasami mam wrażenie, przyrosła już do moich rąk. A po świątecznej bieganinie, potrzeba ta odezwała się w nas ze wzmożoną siłą. Tak więc znów wykorzystaliśmy stęsknionych i chętnych dziadków, i poszliśmy. Na randkę poszliśmy!
Południowe wakacje zbliżają się ku końcowi. Ogarniamy właśnie ostatnie pod/krakowskie spotkania, ale już jutro czeka nas pakowanie i powrót do domu. Wycisnęliśmy każdy dzień jak cytrynę. Załatwiliśmy wszystko co trzeba, odwiedziliśmy bliskich za którymi tęskniliśmy, spotkaliśmy się z wszystkimi naszymi przyjaciółmi, a dzięki pomocy dziadków zaliczyliśmy nawet dwa konkretne bezdzietne wyjścia. Razem, a nie wymiennie, jak ma to zwykle miejsce. Bardzo to wszystko było mi potrzebne.
Pisałam już, że uspołeczniamy Matyldę. Ano uspołeczniamy i póki co przyniosło to fajne efekty, ale o tym kiedy indziej. Dziecko się socjalizuje, a ja przecieram oczy ze zdumienia. Każdy klubik/kafe przyjazne dziecku/plac zabaw to prawdziwa jaskinia lwa. A raczej lwic-matek. Matek niby takich jak ja i Ty. Normalnych. A jednak nie tak normalnych do końca, a mam „idealnych”! I może miałam pecha, że zawsze takie matki spotykam, a może to jednak potwierdzenie reguły, że ten typ w przyrodzie jednak istnieje.
Lato miało zapach jaśminu i smak jagodzianek wcinanych na kocu w nagrzanym słońcem parku. Ale to już odeszło. Początek jesieni przywitał nas chłodem, deszczem i wiatrem w oczy. Powiem szczerze, męczymy się gdy siedzimy w domu. Z tego też powodu postanowiłam odkryć lokalne atrakcje pod dachem, ukierunkowane na niemowlaka. Dziś wróciliśmy z jednej z nich. A że było tak dobrze, to muszę się nią podzielić.
W miniony piątek brałam udział w warsztatach fotografii dziecięcej organizowanych przez markę Olympus. Jako totalny ignorant fotograficzny (ale z aspiracjami), muszę przyznać, że na lepszy event trafić nie mogłam. Wyszłam z głową pełną praktycznej wiedzy, dobrze spędziłam czas i zjadłam najlepszą tartę marchewkową ever.
Rewolucyjny, rzekłabym wręcz:) Zaczęło się od tego, że musiałam odpowiedzieć sobie jedno zajebiście ważne pytanie. Czy jestem już gotowa wypuścić się w miasto???










