Zmiana adresu na zupełnie inny region kraju ma swoje plusy. Przede wszystkim można wreszcie zobaczyć miejsca, do których zawsze było za daleko i nie w tę stronę. Nie inaczej było z tym niewielkim renesansowym miasteczkiem, które mimo ogromnej chęci odwiedzenia, zawsze nam było nie po drodze. Aż do dziś!
Zacznę od małego spostrzeżenia. Im więcej podróżujemy, im więcej czasu w trójkę nam mija – tym większy luz mój. Wprost nie wierzę, że jeszcze rok temu każde zachwianie harmonogramu spinał mnie i frustrował. Wrażenie miałam, że jak dnia co do minuty nie ogarnę, to rozsypie mi się on niemal do cna. (Cokolwiek miałoby to znaczyć). Wciąż więc chciałam nad wszystkim panować, dopasowywać pod drzemki, karmienia i inne okołodziecięce sytuacje. Spontaniczność? Nie wiem. Nie pamiętam. To chyba jakiś wybryk natury, nic więcej. Taka głupia byłam. Na szczęście te czasy minęły zdecydowanie i bezpowrotnie. A my wylądowaliśmy na przeciwległej orbicie. To nic, że dalekie wycieczki planujemy noc wcześniej. To nic, że (zawsze) wyjeżdżamy godzinę później niż zaplanowane. I co z tego, że zawsze czegoś zapomnimy, a czegoś innego bierzemy za dużo. Podróże na luzie. Zdecydowanie polecam.
Uwielbiam małe renesansowe miasteczka. Brukowane wąskie uliczki, drewniane okiennice i górujące nad wszystkim strzeliste pałace. Uwielbiam kościoły gotyckie. Ciemne, chłodne i z tym specyficznym zapachem – mieszanką kadzidła, świec i tajemnicy. W takich miejscach czuje się wszystko odrobinę bardziej. W Kazimierzu czas płynie wolniej. Miejscowi nigdzie się nie spieszą. Oparci o ściany wiekowych kamienic, wystawiają twarz do słońca, dyskutując zawzięcie o tym co na świecie. I w tym my. Niespiesznie dopijając naszą kawę i całkiem śpiesznie lody jedząc, bo już spływają po nadgarstkach. I nasza córka mała. Nasz duch niepokorny, co zew samodzielnych wędrówek poczuł i nie odpuszcza. Nie odpuszcza. I wciąż się nią nazachwycać nie możemy. W końcu to nasza osobista perła renesansu. 😉
Pod zdjęciami garść porad praktycznych.
Jeśli chcecie odwiedzić Kazimierz Dolny i poświęcić na to jeden dzień:
– W okolicy rynku znajduje się kilka parkingów płatnych strzeżonych. Średnia cena 3 zł/h. Warto jednak przyjechać w godzinach przedpołudniowych, później może być problem z wolnymi miejscami.
– Oprócz samego rynku warto zwiedzić ruiny Zamku Kazimierza Wielkiego, Basztę (bilet 5 zł) oraz Górę Trzech Krzyży. Wszystkie one położone są niewielkim, acz stromym wzgórzu. Można próbować z wózkiem, niewątpliwie z nosidełkiem/chustą będzie wygodniej.
– Zobaczcie również Kościół Farny z najstarszymi organami w Polsce oraz Sanktuarium Zwiastowania NMP. Zwłaszcza ten drugi zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Niesamowita atmosfera, cisza i zero turystów.
– Na obiad polecam restaurację AKUKU. Urocza!!! Smaczne jedzenie, dla dziecka też coś się znajdzie. Jest kącik zabaw, są krzesełka do karmienia. Niestety nie ma … przewijaka.












































21 komentarzy
Ale cudnie! Ostatnio w Kazimierzu byłam w podstawówce! :O Jak kupimy auto, to koniecznie musimy się tam wybrać z moimi chłopakami. Wy wyglądacie zjawiskowo!
Zdecydowanie musicie pojechać! Droga z Warszawy trochę "dzika", ale naprawdę warto 🙂
Aga ale ładnie!! nigdy nie byłam, ale po zdjęciach (pięknych) i Waszych zadowolonych minach wnioskuję, że warto! zazdroszczę bardzo każdego odskoku od rzeczywistści nawet jeśli to jest 1 dzień w innym mieście. Marzy mi się wyjazd nad morze, ale może uda się też wygospodarować jakiś dzień na zwiedzenie np Torunia
Allleeee pogoda Wam się udała! Piękne zdjęcia 🙂 Pozdrawiam, Aga
Nie wiem co ten Kazimierz ma, ale bardzo przyciąga :). Byłam już kilka razy, a teraz musimy wybrać się we 3 :). Do listy poleconych dorzucę jeszcze dolinę korzenna i uroczy bar u jej stóp. Kazimierz w Waszych kadrach wygląda pięknie !
Dolina była na naszej liście, ale nas tak ten Kazimierz rozleniwił, że nie zdążyliśmy. Ale nadrobimy następnym razem 🙂
Piękne zdjęcia, zazdroszczę wyprawy – może też niebawem gdzieś sobie pojedziemy na cały, jeden dzień 😉 A na razie czytam Was i się zachwycam. No i… super Tula 😉 Ten wzór!!!
Piękne zdjęcia! Wy obie jesteście śliczne, Matylda do schrupania 🙂 Wiesz, ja po urodzeniu Poli podobnie jak Ty, dałam się zapędzić w róg tego poukładanego co do minuty świata, na szczęście na chwilę. Zrozumiałam, że obiad o innej godzinie, bałagan w domu, rozregulowanie naszego dnia to tylko problem w mojej głowie, bo najważniejsze to być po prostu przy Małej, wtedy kiedy tego potrzebowała 🙂 od tego czasu żyje nam się o wiele wiele lepiej! 🙂 pozdrowienia 🙂
Piękne zdjęcia! 🙂
Podróże na luzie, to co lubimy najbardziej 😉 a z innej beczki, piękna mama jesteś!
Piękne zdjęcia/1 I widać, że pogoda dopisała idealnie 🙂
Coś mi się wkradło w ten komentarz miał być ! a nie /1 😉
Piękne zdjęcia i piękni Wy 🙂
Kochana, przy drugim luz będziesz miała już od pierwszego dnia 🙂
nigdy tam nie byłam, ale musi być klimatycznie i pięknie. A Twoja córeczka ma przepiękny kolor oczu, oby jej takie pozostały ( ponoć kolor może się zmienić?) 🙂
Niby jeszcze może się zmienić, ale na razie nic na to nie wskazuje 🙂
Ooooch! Ach! Kocham ten klimat, te zdjęcia, to wszyyyystko! Bosko, bosko!
Widziałam już ten post na komórce, ale musiałam wejść raz jeszcze popodziwiać foty.
To jedno z tych miejsc w Polsce w których nie bylam, a bardzo, bardzo bym chciała pojechać. jakoś nie po drodze.
Bosko, że Wam się udalo 🙂
U mnie było tak samo. Wszystko pod dyktando karmienia i drzemki, a było tak, że po karmieniu była drzemka po drzemce kolejne karmienie… Na szczęście postanowiłam wyluzować i szybko okazało się, że wszystko można pogodzić 🙂
Kazimierz Dolny marzy mi się od dawna. Niestety mamy daleko, ale może uda się mimo to pojechać i spędzić tam weekend. Na pewno przydadzą się wtedy informacje, które zamieściłaś na końcu.
p.s. Zdjęcia przepiękne!
Dokładnie tak! Po karmieniu drzemka, po drzemce karmienie, jak to w ogóle gdziekolwiek wyjść! Dobrze, że poskromiłyśmy to szaleństwo 🙂
Kiedyś mieszkałam dość niedaleko Kazimierza a byłam tam tylko raz w życiu! 😀
Miasto dość fajne i ciekawe na zwiedzanie. Piękne zdjęcia!
Pozdrawiam
http://www.rodzinka2plus2.blogspot.com
[…] zrealizowaliśmy prawie wszystkie kierunki, o których marzyliśmy. Była zimowa Warmia, wiosenny Kazimierz nad Wisłą, majowy Berlin, wakacyjne Bory Tucholskie oraz Bałtyk i moja absolutna wisienka na koniec roku […]