Dziecko

Nie zawsze jest sielankowo

24 listopada 2014

O macierzyństwie napisano już chyba wszystko. Że to nie sam lukier i pączki z posypką rozpisywać się nie będę. I mimo, że stan bycia mamą to kosmicznie piękne uczucie, to śmiem przypuszczać, że każda z nas ma swoje małe demony, skutecznie potrafiące wyzuć z resztek sił, energii i dobrego samopoczucia. Są rzeczy, które gryzą mniej lub bardziej. Zaciemniają obraz, odbierają radość. Coś co dla jednej z nas nie jest powodem do rozpaczy, u drugiej wywołać może poważny dół. Problemy z karmieniem, kryzysy laktacyjne i inne, brak czasu dla siebie, poczucie zależności, dojmująca rutyna, zmęczenie. Lista długa i niewyczerpana. I mimo, iż na blogu staram się gromadzić głównie dobre chwile, to dziś słów kilka o moim demonie. Moim macierzyńskim wrogu numer jeden, z którym choćbym nie wiem jak chciała, nigdy się nie zaprzyjaźnię…

A jest nim jakże banalny i pospolity BRAK SNU.

Otóż nic, absolutnie nic mnie tak nie demotywuje jak zmęczenie. I nie mówię tu o jednej nieprzespanej nocy (czyt. mniej niż 4 h snu). Jedna nieprzespana noc nie robi na mnie żadnego wrażenia. Mogę góry przenosić i szczyty zdobywać. Druga z kolei nieprzespana noc obniża trochę wydajność, ale nie jest źle. Schody zaczynają się po trzeciej i kolejnej bezsennej dobie. Generalnie siada wszystko. Samopoczucie bullshit. Frustracja sięgająca zenitu. Rozdrażnienie totalne, byle pyłek potrafi wyprowadzić z równowagi. Że o zwykłym zmęczeniu fizycznym nie wspomnę. Tak, to jest coś czego szczerze nie znoszę. I wbrew powszechnej opinii, jeden słodki uśmiech dziecka nie rekompensuje mi niedostatku snu. No nie, niestety, tak to nie działa.

Ale rok doświadczenia to nie przelewki i mam już swoje sposoby na okiełznanie słabości.

Po pierwsze: racjonalizacja.
Ząbkowanie, skoki rozwojowe, niepokoje i inne atrakcje. No cóż taka natura niemowlaków. Nie przeskoczę, nie szukam winnego.W końcu kto tu ma trudniej. Ja zmagam się tylko z niewyspaniem, dziecko z całym światem. Przyklejam uśmiech na twarz i tryskam udawaną energią.

Po drugie: ograniczam aktywności.
Brak snu, to brak koncentracji. Człowiek działa jak automat, ale z takim automatem to nawet rzęs nie pomaluję. Czuję się niepewnie maszerując ulicami miasta, także wszystkie wózkowe wyjścia ograniczam do minimum. Przekładam wszystko co nieobowiązkowe. Czego nie zrobię dziś, zrobię jak się wyśpię. Pranie nie zając. Obiad wyciągam z zamrażarki.

Po trzecie: o ile to możliwe, śpię.
Śpię w trakcie drzemek M. Oddelegowuję dziecko w ramiona taty i śpię. Wysyłam ich na długi spacer i również śpię. Zamiast kłaść się o 00:00 jak co noc, kładę się o 22.00 i śpię. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że to opcja dla tych co jeszcze na macierzyńskim i to z jedną sztuką dziecka.

Po czwarte: to minie!
Wałkuję tę mantrę w koło. Zaklinam rzeczywistość i dopomagam jej trochę aplikując środki na „dziecięce niepokoje”. I mija. Po trzeciej/czwartej nocy zwykle zaczyna być już lepiej, chmury się rozstępują, a lukier znów płynie wartkim nurtem.

Wpis sponsorowany przez wyżynające się równocześnie dwie górne jedynki. Ale dzisiaj się wyspaliśmy, także wracam do żywych. A jak tam Wasze demony? Oswojone czy dalej walczycie? 🙂

 

Podobne wpisy

12 komentarzy

  • Reply Paula W. 24 listopada 2014 at 15:30

    Oj tak, brak snu to ciężka sprawa, choć pamiętam na początku gdy urodził się Franek w szpitalu spędziliśmy 4 doby, w ciągu których przespałam może ze 3 godziny w sumie. Nie wiem jak ja wtedy funkcjonowałam, ale pamiętam tylko tyle, że ryczałam non stop i ciągle wściekałam się na mojego męża.
    Moim demonem było usypianie Franka, od początku były z tym problemu i nadal się zdarzają. Nie cierpię tego, ale co zrobić 🙂

  • Reply Yduuu 24 listopada 2014 at 15:42

    Boziu jak.mi się dziś chce spać.

  • Reply Domi Z 24 listopada 2014 at 20:12

    Ja przestane walczyć jak wszystkie zęby wyjdą i nabierze odpornosci po żłobkowych sensacjach 😀
    Fajny post !

  • Reply Misako - matka po japońsku 24 listopada 2014 at 20:45

    to minie,minie,minie i zaraz do pracy wracam, mi pomaga 😉

  • Reply Zuzi Clowes 24 listopada 2014 at 21:49

    Spaaaaaaac!!!!! Och jak ja Cię rozumiem! Padam na dziób! I osiemrazysiębudząceconocniemowlę to, mimo wszystkich uśmiechów, hardcore. Mówię ja, a myślałam że ja to już zaprawiona w bojach jestem 🙂

  • Reply G. 25 listopada 2014 at 06:02

    Zgadzam się, irytuje mnie mówienie, że jeden uśmiech wynagradza wszystko. Kiedy człowiek nie śpi kolejną noc z rzędu, jest wykończony i sfrustrowany, jedyne, o czym myśli, to sen.

  • Reply greeneyekitty22 25 listopada 2014 at 07:57

    jakie cudeńko :))

  • Reply CookBookByFaye 25 listopada 2014 at 13:04

    Przechodziłam to samo, tak bardzo modliłam sie o chwilke snu. ale uwierz to naprawde mija.

  • Reply Pola 25 listopada 2014 at 19:16

    łączę się w bólu:) U nas też zęby w natarciu, wychodzą powoli, widzę jeszcze dwa nadchodzące w najbliższym czasie… i może się wyśpię;)
    Trzymaj się!

  • Reply evay 25 listopada 2014 at 21:24

    miłość do wina też ma po cioci.

  • Reply Ruby Soho 25 listopada 2014 at 23:32

    Co za fotyyy!!! Boskie 🙂
    U nas też jakiś zębol wyłazi, ale w sumie Kropka mocno śpi 🙂
    Ostatnio zasypia koło 8-9 wieczorem.. i budzi się dopiero o 6-7 rano. AJ LOW HER 🙂

  • Reply Mamolada 21 sierpnia 2015 at 13:45

    Ja pamiętam nasz miesiąc siedemnasty. To był koszmar. Faza na tatę i problemy z separacją, lęki nocne i koszmary senne, ostawienie smoka i trzy trójki. Działo się!

  • Odpowiedz