Polką galopką mknie miesiąc do przodu. Jak, gdzie i kiedy? Trochę spraw udało się zrealizować, kilku klasycznie nie. Trochę zdrowie, a trochę choroba. Trochę smutków, ale więcej uśmiechów. Dużo się działo…a to dopiero początek! Dziś o tym, co mnie w kwietniu nakręca.
#1 ACHTUNG BABY !!!
Zacznę od sprawy najświeższej. Jedną ręką prasuję, drugą pakuję, trzecią piszę listę ostatnich zakupów, a czwartą składam duplo. Już jutro wyruszamy. Na Berlin! Kierunek od zawsze obecny w naszych planach, sama nie wiem czemu tyle lat zajęła nam jego realizacja. Mnóstwo pomysłów, punktów do zobaczenia, spotkań studencko wspomnieniowych. Stawiamy jednak na luz, spontaniczność, a drogę niechaj przyświeca nam myśl, że „każdy plan można zmienić”. Jadąc z Matyldą nie mamy innego wyboru. Po drodze zahaczamy o Szczecin odwiedzić naszych serdecznych przyjaciół. Dawno, bardzo dawno, na nic tak się nie cieszyłam
#2 SPOTKANIA
To był miesiąc wyjątkowych spotkań. Przede wszystkich tych w okresie świąt, gdy odwiedziliśmy naszych naszych dziadków, pradziadków Matyldy. Uwielbiam te Niedziele Wielkanocne, gdy do moich góralskich dziadków zjeżdża się prawie cała rodzina. Pisząc cała, nie mam na myśli kilku osób. Potrafi nas być naprawdę bardzo dużo, bo zawsze aż z kilkadziesiąt osób. Jest tłumnie, jest rodzinnie, jest jeden długi stół dla starszych i trochę mniejszy dla młodszych. Jest tradycyjna trzęsionka, domowe ciasta, długie spacery i dzieciaki tak mądre, że nasz starych w osłupienie to wprawia! I wspomnienia wracają. Ile ferii zimowych się tam spędzało, na workach z sianem po śniegu z górek zjeżdżało. A wieczorami przy rozgrzanym piecu, mleko „prosto od krowy” czekało, ciepły jeszcze chleb Babci i „Opowieści z Narnii” w telewizji. O 18 leciały, pamiętam jak dziś. Żal, że na co dzień tak daleko i że ta wielkanocna niedziela tylko raz w roku…
#3 ODKRYCIE ZAKUPOWE: TIGER
Wpadłam jak śliwka w kompot. Uwielbiam ten sklep i wciąż wracam po więcej. Tiger to duński sklep designerski oferujący oryginalny, stale zmieniający się asortyment produktów własnego projektu. Są one stylowe, kolorowe, praktyczne, oryginalne i często zaskakujące, a dodatkowo utrzymane w skandynawskim stylu. Tiger oferuje rzeczy codziennego użytku (m.in dodatki dekoracyjne, przybory kuchenne, akcesoria biurowe, plastyczne imprezowe, modowe), jednak mnie totalnie chwycił za serce dział z zabawkami. Czyste szaleństwo. Jeśli dodać do tego, że 80% produktów kosztuje poniżej 10 zł, a żaden nie więcej niż 150 zł…to tak, można się zakochać!
#4 NOWOŚCI KOSMETYCZNE
Zacznę od tego, że ja baba w słusznym wieku, wywaliłam wszystkie błyszczyki w kąt i szminki zaczęłam używać! Jedna taka szalona akcja mnie zachęciła i ośmieliła. Na początek postanowiłam nie inwestować w MAC-a, którego wielbi moja siostra, a w naszą polską rodzinną firmę WIBO. Dużego porównania nie mam, ale skromnym moim zdaniem za zawrotną cenę 9 zł otrzymujemy całkiem przyzwoity produkt. Drugie odkrycie to mascara. Rzęsy to jedna z nielicznych rzeczy, z których jestem względnie zadowolona. A ponieważ są spoko – to każdy tusz da im radę. Pomiędzy różnymi markami, nigdy nie widziałam szczególnej różnicy. Aż trafiłam na Max Factor Masterpiece Glamour Extensions 3-in-1, która prawie zrewolucjonizowała mój pogląd na tuszowanie. Moim skromnym zdaniem efekt rewelacyjny. Ostatnia rzecz, o której już pisałam to róż Creme Puff Blush. Od miesiąca w ogóle się z nim nie rozstaję, jest doskonały. Na koniec przeprosiłam się z moimi ulubionymi od lat perfumami ( Givenchy Ange Ou Demon Le Secret), które sama nie wiem czemu odstawiłam prawie na rok na półkę. Może dlatego, że żadne inne nie są tak doskonałe na wiosnę?
#5 LUDZIE
Nie piszę o tym, ale czasami, tak po ludzku, czuję się samotna. Całe nasze życie towarzyskie zostawiliśmy daleko za nami. Telefony nie zawsze wystarczają. Nie jest mi łatwo ot tak nawiązywać nowe znajomości. Nie pragnę też tego jakoś szczególnie, nie bawią mnie płytkie i powierzchowne relacje. Blog jest pewnego rodzaju kompensacją tego nagłego braku bliskich wokół. A kwiecień pełen był cudownych spotkań. Takich najprawdziwszych, realnych, z gorącą kawą w tle i dyskusjami, które mogłyby nigdy się nie kończyć. Bardzo mnie ten ostatni czas podbudował mentalnie. Może dlatego ten kwiecień taki pędziwiatr. Wpadł na chwilę, rozpanoszył się jak u siebie, i już go prawie nie ma.









13 komentarzy
Uooo matko… Tiger… nie znałam… i przepadłam przez Ciebie 😉 / Agata
Ja u siebie zaobserwowałam bardzo smutną przypadłość: kiedyś to dni mijały nieubłaganie szybko a teraz dni nawet nie zliczę bo szybko mijają całe miesiące! Twój kwiecień był motywujący – pewnie głownie za sprawą spotkań z bliskimi. 🙂
Pozdrawiam i życzę równie miłego kolejnego miesiąca!
Szkoda, że już do tego Berlina jedziecie, bo my od czerwca się przeprowadzamy i całkiem niedaleko Berlina mieszkać będziemy. Może jeszcze kiedyś się tam wybierzecie, to z miłą chęcią byśmy Was ugościli 🙂
Tak, spotkań, więcej realnych spotkań, moja droga 🙂
Czego i Tobie i sobie życzę!!!
Miłego Berlina!
u mnie kwiecień upłynął na intensywnym rozwożeniu CV po szkołach a koniec kwietnia podobnie jak Ty spędzimy w drodze.. nad wymarzone morze 🙂 udanego spotkania z przyjaciółmi i bezpiecznej drogi!!! całuski dla Was :*
Mój kwiecień też mija tak strasznie szybko! Jeszcze na dobre nie zarejestrowałam, że się zaczął, a on już się kończy. Udanych wakacji życzę!
Tiger! Rewelacyne odkrycie, u nas wszystko szybko się nudzi, więc częste zmiany lub chowanie konieczne, a tu nawet na nowościach kieszeń nie ucierpi! Zazdroszczę wyjazdu do Berlina, bawcie się dobrze, czekam na foto relację! 🙂
Ależ mnie tym Tigerem rozochociłaś. A takie cuda jak zwykle w Wawie. No i Poznań.
Ale czytałam ostatnio, że mają mocne plany ekspansji co mnie osobiście bardzo cieszy 🙂
Aga, przez Ciebie kolejną godzinę przeglądam sklep internetowy Tiger…:P Oczopląsu dostałam :p P.S. A i ja po szminkę po tej akcji sięgam częściej, mimo tego, że wyglądam jak Joker :p
Polecam Wam serdecznie berlińskie zoo i oceanarium. Matylda będzie zachwycona. Tigera znamy, lubimy i mamy w Poznaniu 🙂
Pochłonął mi ten Tiger lwią część młodzieżowej drzemki, naklikałam się, nawzdychałam och i ach, a to nie jest sklep internetowy… 🙁
Udanego Berlina!
Tiger wciągnął i mnie! Uwielbiam ten sklep! Jakiś miesiąc temu kupiłam tam prezent dla mojej mamy, która często pracuje w domu. Nakupowałam jej mnóstwo pierdół biurowych – spinacze, magnesy, karteczki na notatki, gumkę do ścierania i inne głupotki przydatne pryz pracy "w papierach" i zrobiłam z tego paczuszkę. Super pomysł na prezent dla każdego freelancera i kogoś, kto pracuje w domu 🙂