Uwielbiam nasze nowe miejsce. Bo nowe miejsce to nowe odkrycia, wrażenia, nowe zaskoczenia. Każdego tygodnia wydreptujemy z Matyldą dziesiątki kilometrów. Zapuszczamy się w uliczki i podwórka, których dotąd nie zbadałyśmy. Poznajemy historie mijanych zakątków. A historia krzyczy do nas z każdego rogu. Mieszkamy w wyjątkowym miejscu. Niegdysiejszej tętniącej życiem dzielnicy żydowskiej, następnie getta…
Ale nie o tym. Dzisiaj będzie o naszym miejscu no.1. O miejscu, które pokochaliśmy miłością totalną i absolutną od pierwszego wejrzenia. Mowa o naszym parku. Kiedy szukaliśmy mieszkania park w pobliżu (i winda) był punktem obowiązkowym. Wiadomo, ławki, trochę zieleni, jakiś plac zabaw, względna cisza. Ot, na to liczyłam. Tymczasem tuż za rogiem mamy miejsce daleko powyżej moich oczekiwań. Właściwie nie park, a ogród. Siedemnastowieczny Ogród Krasińskich (aka Kraińskich;). Cudownie zielone, kameralne i przytulne miejsce. Nie jest tak popularny jak Łazienki, nie rozciąga się na tak dużej powierzchni jak Ogród Saski, ale dlatego też ma w sobie wyjątkowy urok.
Zapraszam na spacer!
Wejście główne. Co ciekawe mimo kompletnego zrujnowania parku podczas drugiej wojny światowej, ta reprezentacyjna XVII-wieczna brama zakończona czterema wazami zachowała się w całości!
Centralne miejsce zajmuje imponujący Pałac Krasińskich wybudowany w XVII wieku. Niestety prawie doszczętnie spłonął podczas Powstania Warszawskiego. Obecnie znajdują się w nim zbiory specjalne Biblioteki Narodowej.
Ta barokowa zabudowa sprawia że człowiek, mimo iż w szortach i rozwianym włosem, czuje się trochę jak w eleganckim miejscu. W końcu był to pierwszy park miejski Warszawy, zwany również salonem letnim stolicy. Ł. stwierdził ostatnio, że nawet dzieci bawią się tu jakoś ciszej, a psy w ogóle nie szczekają. Zmienił jednak zdanie, gdy podczas jednego ze spacerów Matylda dała stanowczy i nader głośny wyraz buntu wobec podróżowania w wózku. Jak dobrze, że od razu znalazły się mamusie gotowe służyć mu rodzicielską radą. Tak, ludzie tam też są bardzo eleganccy i życzliwi;)
W samym środku parku napotykamy na rozległy staw. Staw, a nie jakieś tam oczko. Jak na środowisko wodne przystało, miejsce to zamieszkują kaczki. Każdego dnia widzę ludzi karmiących je chlebem i zawsze ganię się w myślach, że znów nie wzięłam tych bułek, co nie zdążyliśmy zjeść przed zeschnięciem. Jutro wezmę.
Gdyby ktoś nie wierzył. Kaczek jest tu naprawdę bardzo dużo.
Są jeszcze dwa fajne place zabaw, + tzw. plac wodny. Z wiadomych względów jeszcze dla nas niedostępne, ale cieszące się ogromnym zainteresowaniem najmłodszych
No dobrze przechodzimy teraz do mojej ulubionej części, tzw. strefy relaksu. Otóż lwią część całego terenu zajmuje duży zielony skwer. W koszu pod wózkiem mam zwykle w pogotowiu koc, w torbie książkę i ciasteczka. Gdy tylko aura pozwala (i Matylda raczy zasnąć) rozkładam się z mym dobytkiem na trawie i delektuje się tą przestrzenią bez umiaru. Zresztą nie ja jedna.
No dobra. A oto taki nasz rodzinny relaksik. Jak widać na załączonych fotach był to tydzień tych niesamowitych upałów. Wyciskaliśmy każdy dzień jak cytrynkę. Obecnie, pogodę mamy do kitu (ujmując rzec delikatnie). Każdy poranek rozpoczynam od tvn meteo, żeby sprawdzić czy brać zestaw piknikowca czy parasol.
Prawda, że (nie)podobna?:)
Ok. tym samym kończę najdłuższego posta w historii tego bloga. Być może będzie to początek cyklu o innych odkrywanych przez nas miejscach. Być może:) Dobranoc.












19 komentarzy
Kurczę, ale fajnie tam macie !
Jednak duże miasta mają coś w sobie, a ja tak się od nich odpędzam.. 🙂
(oczywiście że podobna ! )
Podobno dobrze dobrane pary dobierają się pod kątem podobieństw w wyglądzie. Wy jesteście do siebie podobni więc i Matylda kropka w kropkę Wasza 🙂
…ot taka moja batalia intelketualna z puentą 🙂
I tylko Ty Agnieszko wspierasz mnie, że jednak coś ze mnie dziecko me ma:) Dziękuję!:)
cooooś Tyyyyyy podobna do Ciebieeeee, yhm, wcaaaaleeee nie do Łukasza 🙂
ale Wam zazdroszczę. jednak nasz taras i ogród się nie umywają do takiego piękna.
dużo słonecznych dni życzę.
yhm:)
na taras można wyjść w piżamie, to też jakiś plus.
Piękne miejsce 🙂 U mnie bardziej swojskie klimaty (konie, krowy, owce itp – o dziwo w wielkim mieście :)) Kaczki też mamy, nawet Franek ostatnio zaczął się nimi interesować 🙂
Ależ tam pięknie! Fajnie mieć takie miejsca na spacerki!
piknik w takim miejscu… hm.. rozmarzyłam się. tam zwykłe kanapki na pewno smakują wyjątkowo.
Oj takich miejsc jest jeszcze multum 🙂
Jak się w końcu spotkamy to pochodzimy 😀
🙂
zazdroszczę tak wspaniałego miejsca! 🙂
ale nie ma w nim tak fajnych pikników jak u Was:)
zazdroszczę- bardzo fajne miejsce
troszkę się zainspirowałam i ja też napisałam słów parę o miastowych wyprawach 😉 fajnie tam macie w tej stolicy 😉 ale i Kraków nie gorszy 😉 pozdrawiam~!
Kraków najlepszy <3 <3 <3
fajne zmiany po prawej 😉
thx:)
[…] ze ścisłym centrum, w budynku jest szybkobieżna winda, a gdzieś w pobliżu znajduje się na wpół zamknięty park w budowie i znane tylko nielicznym na wpół otwarte muzeum. Po pierwszych dniach zgłębiania historii i […]